UOKiK stawia Google zarzuty w sporze z polskimi wydawcami
Urząd zarzuca Google, że w rozmowach o wynagrodzenie za fragmenty artykułów nie ujawnił wydawcom danych, których wymaga prawo. Czterem spółkom grupy grozi kara do 10 proc. obrotu.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) Tomasz Chróstny postawił w poniedziałek, 5 października 2026, zarzuty czterem spółkom z grupy Google: Alphabet Inc., Google LLC, Google Ireland Limited i Google Poland. Urząd podejrzewa, że Google nadużywa pozycji dominującej na polskim rynku wyszukiwania internetowego w negocjacjach z wydawcami prasy o wynagrodzenie za ich artykuły. Sprawa obejmuje wyszukiwarkę, Google News i Google Discover, czyli zestaw wiadomości dopasowany do użytkownika na telefonach i tabletach.
Obowiązek zapłaty wynika z nowelizacji prawa autorskiego z 2024 r., która wdrożyła unijną dyrektywę DSM o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym. Platforma musi uzgodnić z wydawcą warunki i przekazać dane potrzebne do wyliczenia kwoty. Według UOKiK Google zaproponował stawki, ale nie ujawnił, jak korzysta z publikacji, ile na nich zarabia ani jak obliczył ofertę. Wydawcy nie mogli więc ocenić propozycji ani przedstawić własnej. „Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem” - powiedział Chróstny.
Google w oświadczeniu dla mediów, cytowanym przez „Rzeczpospolitą” i Money.pl, podaje, że ma umowy licencyjne z ponad 5 500 serwisami informacyjnymi w 26 krajach UE, w tym z Polską Agencją Prasową, i rozlicza się według jednolitej metodologii. Firma zapowiedziała analizę zarzutów.
Związek Pracodawców Wydawców Cyfrowych (ZPWC), do którego należą m.in. Agora, Wirtualna Polska i Ringier Axel Springer Polska, negocjował z Google blisko rok bez porozumienia. Mediacja przed prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) również się nie powiodła. Związek szacuje, że Google powinien płacić polskim wydawcom nawet 514 mln zł rocznie. UOKiK nie ocenia wysokości stawek, tylko sposób prowadzenia rozmów; jeśli strony się nie porozumieją, kwotę może ustalić prezes UKE.
Zarzuty nie oznaczają jeszcze kary - o sankcji urząd zdecyduje po zakończeniu postępowania. Niezależnie od niego Komisja Europejska od grudnia 2025 r. bada, czy Google wykorzystuje treści wydawców w narzędziach sztucznej inteligencji (AI) bez zapłaty i bez możliwości sprzeciwu. Dla firm, które budują ruch i sprzedaż na treściach i SEO (pozycjonowaniu w wyszukiwarkach), oba postępowania mogą zmienić zasady, na jakich cudze materiały pojawiają się w wynikach wyszukiwania.